cykl dworcowy


Różne ludzie wybierają sposoby by dostać się z tu do tam. Tak się złożyło, że często z tutejszego peronu przenoszę się na tamtejszy po drodzę odwiedzając różne dworce i spędzając wiele godzin w podobnych do siebie pociągach. Pępkiem mojego podróżniczego świata jest dworzec Keleti. Zatłoczony, z ludźmi, którzy stoją o krok od wyprawy na dziki wschód i jeszcze dziksze południe. Myślący, żegnaj Europo, nie wiadomo co mnie czeka w Belgradzie, Bukareszcie, Stambule. Zdezorientowani słuchają węgierskich informacji starając się wyłapać chociażby nazwę miasta do którego chcą dotrzec. Dlatego ta tablica na samym środku, pomiędzy peronami, pomiędzy kasą miedzynarodową, a krajową jest tak ważna. Jest jak deska ratunkowa w morzu obych głosów. Wyczytasz na niej znaczącą tylko dla Ciebie, lub kilku, kilkunastu osób  nazwę miasta, numer peronu i biegniesz by zdążyć na pociąg, który zawiezie Cię do miejsca Twojego przeznaczenia. Przeznaczenia, które Ty wybrałeś w tej podróży.
Brzmi banalnie? To zapraszam na przejażdżkę - sam na sam z bagażem i kurczowo trzymanym biletem, bo akurat w tej piosence nie chodzi by wsiąść do pociągu bylejakiego. 
Pędź! Twój pociąg właśnie rusza!




2 komentarze: